Prawdziwą zmorą w najbardziej rozwiniętych krajach są alergie. Na ich różne formy cierpi w tej chwili niemal co drugi obywatel zamożnych krajów. Alergie wśród najmłodszych są na porządku dziennym, i nikogo już nie dziwią. A przecież jeszcze dwadzieścia lat temu alergików niemal nie było.
Alergia to słowo-wytrych. Może oznaczać zarówno skazę białkową – nietolerancję na mleko krowie u małego dziecka jak i wysypkę po użyciu zbyt silnego środka chemicznego u dorosłego. Reakcje alergiczne u niektórych występują przez krótki okres czasu, u innych – pojawiają się sporadycznie, jeszcze inni jednak są uczuleni permanentnie i to na wiele alergenów.
Podejście lekarzy do przypadków alergii u dzieci ewoluuje. Jeszcze do niedawna przeważała szkoła „prowokatorów”. Lekarze zalecali, by okresy całkowitej izolacji od alergenów (np. czekolady czy cytrusów) przeplatać z ich kontrolowanym podawaniem dziecku. Do pewnego stopnia to podejście się sprawdza – u wielu dzieci, zwłaszcza nieobarczonych genetycznie skłonnościami do alergii, negatywne reakcje na alergeny ustępują po pewnym czasie.
Jednak część lekarzy uważa, że zwłaszcza u małych dzieci prowokacje się nie sprawdzają, a jedyną metodą „zaleczenia” alergii jest całkowita i trwała (przynajmniej do zakończenia okresu dojrzewania) izolacja od alergenów.
Alergia – czyli nadwrażliwość na określone związki i substancje – może się objawiać wysypką, problemami jelitowymi (u dzieci najczęściej – kolkami i brzydkimi kupami). Ale są i bardziej „subtelne” objawy. Placki zrogowaciałej, szorstkiej skóry na ciele, a nawet – uporczywie nawracające infekcje: katar, kaszel – czasem również gorączka. Jeśli stolce są normalne, a innych objawów brak, rodzice mogą uznać, że mają po prostu dziecko wyjątkowo podatne na przeziębienia. W takiej sytuacji była Anka, mama 3-letniego Wojtusia. Starszego synka wychowała bez żadnych doświadczeń z alergiami, w przypadku Wojtka częsty katar i kaszel zwalała na fakt, że starszy brat „przywleka” wirusy ze szkoły. Na szczęście doświadczony pediatra poradził jej przeprowadzenie testów alergicznych. Okazało się, że maluch jest uczulony na nabiał, pomidory, cytrusy, miód, czekoladę. Wszystko to jadł niemal codziennie, a alergeny atakowały jego system odpornościowy, podrażniały śluzówkę – stąd niemal nieustanny kaszel i kichanie. Mama Wojtka łapała się za głowę, ale po krótkim czasie okazało się, że całkowita eliminacja alergenów wystarczyła, by Wojtuś przestał chorować.
Immunolodzy przestrzegają: alergii nie wolno lekceważyć. Nawet ci, którzy są skłonni dopuszczać okresowe „prowokacje” kładą nacisk na długie – wielotygodniowe – okresy eliminacji alergenów. Tylko organizm, który ma szansę „zebrać siły” może (ewentualnie) próbować zmierzyć się z wrogiem. Sprzymierzeńcem jest tutaj czas: to, co może alergizować 4-miesięczne dziecko, dla większości 10-miesięczniaków nie stanowi zagrożenia. Na przykład – banany czy truskawki. To dlatego rodzice powinni zapoznać się ze szczegółowym harmonogramem rozszerzania diety niemowlaka, tak by nie podawać produktów zdecydowanie niewskazanych dla dziecka. Przynajmniej część alergii ma bowiem swoje źródło w zbyt pospiesznym podawaniu alergizujących produktów.
Jeśli mamy szczęście, i nasze dziecko nie jest na nic uczulone, też nie szarżujmy. Pediatra mojego synka przestrzega np. przed zbyt częstym podawaniem dziecku parówek i wędlin przy produkcji których używa się konserwantów. – To prawdziwa tablica Mendelejewa. A częsty kontakt z chemią jest przyczyną alergii – mówi. Bo alergia, niestety, może się pojawić w każdym momencie życia.
A czym grozi lekceważenie faktu, że dziecko jest alergikiem? Oprócz doraźnych problemów (wysypki, biegunki, problemy zdrowotne) dziecko jest narażone w szczególny sposób na przewlekłą, nieuleczalną chorobę – astmę. Niestety, astma dotyka również alergików, którzy na brak uwagi ze strony rodziców i opiekunów nie mogą narzekać, ale tym rodzicom, którzy uważają (czasem za namową babć, niezbyt zorientowanych w zagrożeniach, jakie niesie ze sobą alergia) że „samo przyszło, samo przejdzie” warto przypominać o tym zagrożeniu. W szczególny sposób powinni o tym pamiętać rodzice tych dzieci, które na kontakt z alergenem reagują kichaniem i kaszlem – ich organizmy nie „wyrzucają” z siebie reakcji na wrogi czynnik, ale ją uwewnętrzniają – atak jest skierowany na drogi oddechowe. To, niestety, prosta droga do astmy.
Anna Kozłowska